Szukaj na PNWydarzeniaGorące tematyZaloguj sięnowedyskutowane 2008Ile? |
Refleksje arcybiskupa Michalika a atmosfera wokół sprawy Alicji TysiącTak się w tym roku złożyło, że na Dzień Kobiet przypadły uroczystości w warszawskiej archikatedrze św. Jana Chrzciciela z udziałem całego Episkopatu Polski, a związane ze spóźnionym dziękczynieniem polskich biskupów za kanonizację arcybiskupa warszawskiego św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego (1822-1895) dokonaną w Rzymie jeszcze 11 października 2009 r. Wydawałoby się, że wspomniane uroczystości nie powinny mieć nic wspólnego ze świętem kobiet, a jednak nic bardziej błędnego nie można byłoby sądzić, gdy się przeczyta słowa homilii wygłoszonej wówczas przez przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskupa Józefa Michalika. W homilii tej znajdziemy bowiem bezpośrednie odniesienie się do sprawy Alicji Tysiąc, która dosłownie kilka dni wcześniej uzyskała korzystny dla siebie wyrok w katowickim Sądzie Apelacyjnym przeciwko redaktorowi naczelnemu "Gościa Niedzielnego", księdzu Markowi Garncarczykowi oraz przeciwko archidiecezji katowickiej wydającej powyższy tygodnik. Otóż ksiądz arcybiskup stwierdził, że także i dziś każdy chrześcijanin, ksiądz i biskup, przy całej otwartości na nowe wydarzenia, musi w pewnych momentach stwierdzić: nie możemy milczeć i że nie możemy milczeć, gdy o prawo do zabijania dziecka poczętego dobija się po międzynarodowych sądach matka i kiedy za nazwanie zabójstwa niewinnego, bezbronnego dziecka morderstwem każe się redaktora katolickiego pisma. W innej z kolei części homilii była mowa o zaniku kultury i ducha w narodzie, o układach mafijnych, które powodują bezczynność, a także o zabiegach pewnej salonowej stołecznej gazety, która rozkłada ducha narodu, a za przejaw nowoczesności uważa brak honoru, patriotyzmu oraz wyrzeczenie się Ewangelii i Krzyża. Wystarczyło, że te słowa przedrukowano w Internecie, a już w komentarzach na pewnym poczytnym portalu zaroiło się od ataków na arcybiskupa Michalika. Kultura tych wypowiedzi bynajmniej nie porażała, a wśród nich dominowało przeświadczenie, że arcybiskup nie potrafi zrozumieć sentencji wyroku, że chodziło tu nie o obronę życia, lecz o pogardliwe wyrażanie się i obrażanie kobiety i że Polsce grozi drugi Iran, skoro arcybiskup ingeruje w wyrok niezawisłego sądu. Odnosiło się wrażenie, że te same argumenty brano z niektórych publikacji prasowych i że słyszano je dzień wcześniej na ulicach Warszawy, Krakowa i Wrocławia, którymi przemaszerowała feministyczna „Manifa”. Na imprezie warszawskiej główną bohaterką była zresztą sama Alicja Tysiąc, która występowała w towarzystwie podobnych „herod-babek” w rodzaju Anety K., Jolanty Kwaśniewskiej, Henryki Bochniarz czy obecnie jeszcze urzędującej minister pracy i polityki społecznej Jolanty Fedak. Niektóre z tych pań deklarowały się już znacznie wcześniej i przy różnych okazjach jako katoliczki, lecz tym razem daleko im było do tego typu deklaracji. Ich głównym celem było pokazanie siebie w roli wojujących feministek. Równocześnie w tych samych dniach trwała wojna uliczna na plakaty pomiędzy obrońcami życia a jego przeciwnikami (a raczej przeciwniczkami). O ile Fundacja „Pro-Life” uciekła się do pokazywania drastycznych w swojej wymowie (może rzeczywiście trzeba czasami wstrząsnąć społeczeństwem, aby się obudziło?) plakatów ze zdjęciem Hitlera i rozszarpanego płodu, o tyle na łódzkich przystankach zawisły właśnie plakaty zachęcające Polki do zabijania swoich nienarodzonych dzieci na Wyspach Brytyjskich wraz z wyliczeniem kosztów takiego wyjazdu i zbrodniczego "zabiegu". I choć prokuratura łódzka zaczęła prowadzić dochodzenie w tej sprawie, to już do tej akcji przyznały się tajemnicze "Separatystyczne Rewolucyjne Oddziały Maciczne" (SROM) walczące o tzw. "prawa kobiet". Wszystkie te wydarzenia świadczą - niestety - o jednym, a mianowicie że rację miał arcybiskup Michalik, gdy mówił o zaniku "kultury i ducha narodu". Nie ma już też kultury słowa i obrazu, a inicjatywę przejmuje lewactwo, które chętnie odwołuje się do haseł rewolucyjnych czy wręcz internacjonalistycznych — negujących i ośmieszających wartości narodowe.
|
Co szczególnie uderza w sprawie łódzkich plakatów...
...to to, że akcję SROM firmuje swoim autorytetem i tytułem naukowym (podpierając się jednocześnie autorytetem Uniwersytetu Łódzkiego) niejaka dr Izabela Desperak, adiunkt w Katedrze Socjologii Polityki i Moralności Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego. W doniesieniach mediów internetowych jest przedstawiana jako "rzczniczka SROM" i "socjolog z Uniwersytetu Łodzkiego". Miałaby się wypowiadać m.in. tymi słowami o członkiniach SROM rozwieszających plakaty propagujące turystykę aborcyjną: "Ustawa zakazująca usuwania ciąży była w demokracji krokiem wstecz. Celem tych pań jest walka o prawa kobiet". Co należy rozumieć w tym kontekście: aborcja na życzenie jest prawem kobiety. Pani dr Desperak (idespera@uni.lodz.pl) reprezentuje na UŁ tzw. gender studies. Spośród jej publikacji z tego nurtu przykuwa uwagę następująca niedawna praca: Desperak I., 2008, ‘Propagowanie przemocy w czasopismach dla dzieci i młodzieży na przykładzie „Płomyczka” w latach 80.’, w: Różne spojrzenia na przemoc, Szczepanik R., Wawrzyniak J., red., Łódź: WSHE.
Wystąpiłem do Rektora UŁ oraz Dziekana macierzystego wydziału Pani Dr Desperak z "postulatem potrzeby weryfikacji jakości i adekwatności działań naukowych i społecznych pracowników naukowych uczelni".
T.Dec
To jest chyba prawdziwa
To jest chyba prawdziwa desperatka:)
Jednak ...
Jednak tytułu naukowego (który jej przypisuje pan Tomasz Dec) nie ma.
"Dr" to nie tytuł a stopień.
Właśnie...refleksje
Ja nie oczekuję od biskupów przekonywania mnie w homiliach, że oni i ja mamy rację. Nie oczekuję przekonywania katolików, bo to każdy z nich ma obowiązek wiedzieć.
Oczekuję zdecydowanej reakcji Kościoła Katolickiego!
Nie chcę refleksji.
Robert Olbrycht
Żywiec
Racja jest po tej stronie!:
---Jednomandatowe Okręgi Wyborcze---
Ja też oczekuję
zdecydowanej reakcji Kościoła katolickiego na te prawie 300 mld dolarów długu zagranicznego, którym liberaliści obarczyli nasz naród.
W moim pojęciu to jest przyczyna zdecydowanej większości aborcji i emigracji.
EQUO NE CREDITE, TEUCRI! - NIE UFAJCIE KONIOWI, TROJANIE!
I co księża biskupi powiedzą?
"Płaćcie odsetki, spłacajcie dług i nie zadłużajcie się więcej"? Niby co więcej leży w ich gestii?
Poczytaj Pan Jana Pawła II
.
EQUO NE CREDITE, TEUCRI! - NIE UFAJCIE KONIOWI, TROJANIE!
Biskupi dysponują inicjatywą ustawodawczą?
Na razie nie.
pytanie
Myślę, że nie należy lekceważyć tej siły - nawet jeśli formalnie nie dysponują "inicjatywą".
Pytanie (smutne) tylko dokąd by prowadzili... dywizje by się znalazły. No i czy mają inicjatywę - tę pisaną bez cudzysłowu.
pozdrawiam
TBM
Cierpliwość jest cnotą
Wątpię jednak, by szukanie miałoby jakikolwiek sens. Papa Wojtyła dokonał wielkich rzeczy mając tylko do dyspozycji Gwardię Szwajcarską, której halabardy przedstawiają zupełną nieprzydatność bojową.
Kościół (a zatem i biskupi) reprezentują inną mentalność, która zakłada inny horyzont czasu niż ten, jaki występuje u myślących czysto politycznie.
Pozdrawiam myśląc górnolotnie
Samograf
cnotliwym
Właśnie tylko o Gwardii myślał Stalin gdy drwił z dywizji. JPII pokazał jego następcom, że to wcale nie o halabardy chodzi.
Cierpliwiśmy. Czekamy. Śnimy. Ale się dłuży i chciałoby się jak Zagłobie psubratów posmakować.
Każdy z nas ma swoje non possumus. Wielu już go osiągnęło a wsiadanego nadal nie słychać. Czy jesteśmy stadem baranów, lwów czy po prostu psyśmy - nie wiem. Ale wiem, że już czas by na czele stanął lew. Wtedy nawet w tej najgorszej opcji będziemy groźni.
Śmiertelnie.
Czas już. Czas.
pozdrawiam na surmie
TBM
A jaka to miała by być inicjatywa ?
Bo chociaż biskupi formalnie inicjatywy ustawodawczej nie mają, to nie mieliby chyba trudności z zainspirowaniem świeckich wiernych do złożenia społecznej inicjatywy ustawodawczej. Z drugiej strony można BY TEŻ zainspirować grupę parlamentarzystów wystarczająco liczną (chyba 15) do przedstawienia projektu poselskiego.
Pozostaje jednak pytanie jak na wstępie.
Nie wiem.
Nie wątpię jednak, że potrafią wpłynąć na posłów.
A ja wiem...
...ale wątpię, żeby polscy biskupi taką inicjatywę zainspirowali. Bo taka inicjatywa uczyniłaby niemożliwym zarówno proces ks. Gancarczyka, jak Krzysztofa Pilawskiego czy Doroty Nieznalskiej.
Najwazniejsze by Biskupi
znalezli czas i poczuli sie w waznej roli wycierania nosow narodowi polskiemu.
Czy troche nie posuwamy sie w nieznane?